Zmarł Kamil Durczok, dziennikarz znany z Faktów TVN, a ostatnio z projektu Durczokracja. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych twarzy mediów ostatnich lat. Temat jego odejścia nie schodzi z czołówek portali internetowych. W sieci pojawiło się ostatnie zdjęcie dziennikarza wykonane kilkanaście dni temu. Nie żyje Kamil Durczok. Choroba zabrała dziennikarza W większości publikacji na portalach informacyjnych czytamy o Kamilu Durczoku w kontekście jego choroby, z którą zmagał się od wielu lat. Przede wszystkim to coś, do czego przyznał się publicznie, czyli alkoholizm. Dziennikarz zmarł 16 listopada nad ranem w jednym z katowickich szpitali. Miał 53 lata. Jak ujawniła rodzina, był reanimowany. W sieci można znaleźć setki postów i komentarzy z kondolencjami zarówno ludzi z mediów, jak i fanów Durczoka. Na Facebooku zamieszczono też jedno z ostatnich zdjęć, na których dziennikarz pojawił się w towarzystwie znajomych. Fotografia wykonana została zaledwie kilkanaście dni temu. Durczok. Szpital ujawnił przyczyny śmierci. Jest oświadczenie – Jest nam tak bardzo przykro… Pracowaliśmy nad teledyskiem, z Tobą. Wspólnie, jeszcze kilkanaście dni temu – czytamy na profilu Róża & Burza na Facebooku. Na zdjęciu widzimy Kamila Durczoka i jego dwóch znajomych z powstałego w 2018 roku zespołu z Gostynina. Fot. Facebook / Róża&Burza (screen) Portal ustalił, że Kamil Durczok zmarł nad ranem mimo reanimacji. Doznał krwotoku. Problemy zdrowotne dziennikarza trwały prawie 20 lat. Chorował na białaczkę, z której udało mu się wyjść. Problemem były jednak używki, głównie alkohol, od których nie udało mu się uciec. Medycy ze szpitala w Katowicach, w którym odszedł dziennikarz, napisali oświadczenie. Czytamy w nim, że „stan pacjenta określano jako bardzo ciężki. Pacjent zmarł o godzinie w wyniku zaostrzenia przewlekłej choroby i zatrzymania krążenia„. Kamil Durczok. Kiedy pogrzeb? Jest Data i miejsce Kamil Durczok zostanie pochowany w piątek 19 listopada. Msza odbędzie się w Kościele Trójcy Przenajświętszej w Katowicach-Kostuchnie o godz. 9 rano. Źródło: Interia, Polsat NewsŚmierć Keitha Flinta, gwiazdy The Prodigy wstrząsnęła fanami na całym świecie. Artysta popełnił samobójstwo, choć nikt nie spodziewał się, że może do tego dojść. Teraz na światło dzienne wychodzą nieznane wcześniej fakty, które rzucają nowe światło na przykre zajście i tragiczną śmierć wokalisty. Okazuje się, że w Ostatnie zdjęcia księżnej Diany powstały w hotelowej windzie. Księżna Walii wraz ze swoim ukochanym Dodim Al-Fayedem opuszczała hotel Ritz w Paryżu. Planowali uciec przed paparazzi do swojego luksusowego apartamentu…Dziś mijają 24 lata od śmierci księżnej Diany. Wydarzenia z 31 sierpnia 1997 roku wstrząsnęły całym światem. Księżna Walii zginęła w wypadku samochodowym, podczas ucieczki przez tropiącymi ją i jej arabskiego kochanka paparazzi. Kierowca czarnej limuzyny, Henri Paul, uderzył w trzynasty filar tunelu Alma. Dodi Al-Fayed zginął na miejscu, Diana kilka godzin później…Ostatnie zdjęcia księżnej DianyOstatnie chwile z życia księżnej Diany zarejestrowała kamera CCTV, która była zamontowana w windzie paryskiego hotelu Ritz. Księżna Walii wsiadła do niej wraz ze swoim partnerem, Dodim Al-Fayedem. Wiedząc, że przed wejściem do ekstremalnie luksusowego hotelu kłębi się tłum węszących za sensacją paparazzi, Lady Di poprosiła o możliwość opuszczenia miejsca tylnym Diana i Dodi Al-Fayed w windzie – ostatnie zdjęcia paryJednym z ostatnich zdjęć księżnej Diany jest to zrobione tuż przed tragicznym wypadkiem. W feralnym mercedesie, oprócz Królowej Ludzkich Serc, obecni byli również jej partner i ochroniarz. Diana wraz Dodim planowali uciec z należącego do ojca Al-Fayeda hotelu, do ich prywatnego apartamentu przy ulicy Arsène zdjęcia księżnej Diany przed śmierciąLimuzyna, którą jechała Diana z ukochanym, ścigana przez paparazzi, wpadła w poślizg i o godzinie 0:24 uderzyła w filar tunelu Alma. Na miejscu wypadku, oprócz węszących za sensacją paparazzi, pojawili się strażacy. To oni wyciągnęli ofiary z wraku mercedesa. Siedzący po lewej stronie pojazdu, kierowca Henri Paul i Dodi Al-Fayed zginęli na miejscu. Ranni zostali: Diana i ochroniarz Dodiego, Trevor Rees-Jones. Jak okazało się kilka lat później, żaden z pasażerów nie miał zapiętych Szokujący raport patologa w sprawie śmierci Diany! Nowe fakty wstrząsnęły Wielką BrytaniąOstatnie słowa księżnej DianyKsiężna była przytomna i do ośmiu otaczających ją paparazzi (niektórzy robili zdjęcia) powtarzała „O mój Boże” i „Zostawcie mnie w spokoju”. Z relacji strażaka Xaviera Gourmelona, który zajął się Dianą, wiemy, że księżna była zdezorientowana. Była w szoku. Nie wiedziała, co się dzieje:Założyłem na jej twarz maskę tlenową i wniosłem do karetki – wspomina mężczyzna, który natychmiastowo przystąpił do wierzyło, że Diana przeżyje wypadek. Na jej ciele widoczne było jedynie małe skaleczenie na prawym ramieniu. O godzinie 1:00 w nocy księżna została przewieziona do szpitala La Pitié-Salpêtriére, gdzie podjęto próby ratowania jej życia i zdrowia. Wewnętrzne obrażenia okazały się jednak zbyt rozległe. Diana zmarła o godzinie 4:00. Miała zaledwie 36 Diana walczyła z potworną chorobą! Za 10 tysięcy funtów jej lokaj wyjawił nieznaną, brutalną prawdęZdjęcie samochodu po wypadku księżnej DianyOstatnie zdjęcia księżnej DianyDodi Al Fayed i Diana po raz ostatni razem – zdjęcia z windyDodi Al Fayed i księżna Diana opuścili hotel Ritz tylnym wyjściemKarolKocham kosmos, a jak kosmos to gwiazdy, szczególnie osiem gwiazdek.
Z rozmów z bliskimi - przyjaciółmi i współpracownikami - pierwszej pary wyłania się bardzo ludzki obraz Lecha i Marii Kaczyńskich. "Całe życie tacy sami" - Oni byli tak zwyczajni, że aż nie do wiary, jak bardzo. Całe życie byli tacy sami. Żadna woda sodowa im do głowy nie uderzyła. Mieli wielkie serce dla przyjaciół i rodziny. Bardzo kochali życie - mówi Onetowi Hanna Foltyn-Kubicka, jedna z najbliższych przyjaciółek Leszka i Marilsien - jak mówiła do pierwszej damy. Foltyn-Kubicka z rodziną Kaczyńskich była - i nadal jest, bo wspiera Martę Kaczyńską i Jarosława Kaczyńskiego - w bardzo bliskich kontaktach. Ma setki ich zdjęć i wspomnień. A także polityczne związki - była europosłanką Prawa i Sprawiedliwości. Ale nie chce przypominać swojej ostatniej rozmowy z nimi, która wryła jej się w pamięć. Dlaczego? - Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Może dlatego, że wszystko wokół katastrofy jest okryte tajemnicą? Dla mnie to wszystko, mimo że mija już 5 lat, jest bardzo świeże. A ja muszę się w końcu zdystansować, bo inaczej to najzwyczajniej w świecie zwariuję. Już zrobiłam błąd, bo w święta obejrzałam film i przeczytałam książkę "Dama". Wszystko znów we mnie odżyło. Poczułam się jakbym znowu była obok nich. A przecież byłam z nimi 30 lat. - Dziś jestem osobą schorowaną… Muszę to wszystko sama w sobie przetrawić. Teraz to dla mnie zbyt bolesne. Jednak w książce "Dama" Marii Dłużewskiej Foltyn-Kubicka wspominała ostatniego sylwestra - na Helu - z para prezydencką. - (Maria) była człowiekiem niezwykle ciepłym, przyjaznym (…), a tu jak na nią, zachowywała się co najmniej dziwnie - opisywała. A na sugestię, czy coś przeczuwała, odparła: - Opędzam się od takich myśli, bo to by oznaczało, że byłam głucha i ślepa na te syndromy, znaki. W "Damie" przypomniała też jedno z ostatnich spotkań z prezydentem. - W końcu listopada czy w grudniu 2009 r. Leszek był u mnie i wrzucił pod stół kartę, na której jest jego nazwisko wytłoczone złotym literami i rysunki samolocików. Mówię "wrzucił", bo do dziś nie mogę uwierzyć, że tak po prostu mu wypadła. Znałam go prawie 30 lat, byłam z nim w podziemiu i znałam jego zachowania... Ta karta z samolocikami pod moim stołem... To musiało mieć jakieś znaczenie! Foltyn-Kubicka ma prawo do emocjonalnych ocen. Jej przywiązanie do pierwszej pary widać w jej odpowiedzi na pytanie: - Co będzie z Polską bez nich? - Ja uważam, że Polski już nie ma. Z Lechem Kaczyńskim przy butelce wina Prof. Ryszard Bugaj formalnie został doradcą Lecha Kaczyńskiego w lutym 2009 r. Która rozmowa z prezydentem - w czasie ostatnich miesięcy jego życia - wryła się Panu w pamięć? Ekonomista odpowiada z uśmiechem, jak prezydent składał mu ofertę pracy w kancelarii. - Ta sytuacja dobrze charakteryzuje jego stosunek do ludzi. Był człowiekiem bardzo nieoficjalnym i ciepłym. Rozmawialiśmy ponad pół godziny. O czym? - Leszek chciał ustalić, czy chodził do tej samej szkoły na Żoliborzu, do której chodziła moja żona. Wypiliśmy wtedy butelkę wina. Ale to nie znaczy, że Lech miał jakieś przywiązanie do alkoholu. Nie - z pewnością nie i nie można go o to oskarżać. Lubił wino - ja też. W całej kancelarii była atmosfera luzu i prywatności, co też pewnie miało swoją drugą stronę: niedostatecznie prężne funkcjonowanie. Udało się ustalić, czy to ta sama szkoła? - Definitywnie się nie udało, bo wtedy na Żoliborzu obok siebie były dwie szkoły. Po pół godz. rozmowy nie udało się osiągnąć celu. Według Bugaja pokazuje to dwa aspekty: prywatność, nacechowany prywatnymi doświadczeniami stosunek prezydenta do otoczenia. - A z drugiej strony można przecież powiedzieć, że prezydent powinien być bardzo zajęty. Widać jednak było, że kancelaria nie działa w zachodnim stylu, sformalizowanie. O przyszłości politycznej na dwa dni przed śmiercią prezydenta Emocje i polityka splatają się - jak wspominał Andrzej Duda - w jego ostatniej rozmowie z Lechem Kaczyńskim. W samolocie - ale nie na pokładzie Tu-154M, tylko Jaka-40. Czas: 8 kwietnia 2010 r. Dwa dni przed. Miejsce: trasa między Wilnem a Warszawą. Lech Kaczyński mógłby być ojcem Andrzeja Dudy - i tak też żartował. Jak i Pawła Wypycha, który był od Dudy starszy o 4 lata. Taką też formę - ojcowską - miała ich ostatnia rozmowa. Z tej trójki, żyje dziś tylko Duda. Kaczyński i Wypych zginęli 10 kwietnia 2010 r. - Kiedy przypomniałem sobie to po katastrofie, to przeszły mnie dreszcze - wspominał Duda w "Rz", gdy już został namaszczony na kandydata na prezydenta z ramienia PiS. Wcześniej tej historii publicznie nie opowiadał. Jak to było? Wracali samolotem do Warszawy. Wszyscy inni pasażerowi mieli już zasnąć. - Był późny wieczór. Rozmawialiśmy w prezydenckiej salonce. Pan prezydent już rozluźniony po spotkaniach z prezydent Litwy Dalią Grybauskaite - wspominał Duda. W salonce: Kaczyński, Duda, Wypych - prywatnie przyjaciel Dudy, a zawodowo minister w kancelarii. W czasie lotu do Warszawy prezydent, jak opowiadał Duda, wspominał czasy "Solidarności". - Bardzo lubił te opowieści. One były niezwykle ciekawe, bo pokazują historię, jakiej nie opisują w podręcznikach. Opowiadał nam o ludziach i zdarzeniach, przekładając je na obecne czasy i pokazując, jak zmieniała się Polska i kto, w jaki sposób potem się w tej III RP pokazał. Te opowieści Lecha Kaczyńskiego miały dotyczyć byłych opozycjonistów z czasu PRL. "Ja już mam swoje lata i moje pokolenie będzie powoli odchodzić…". Duda opisał wyznanie prezydenta: - I w pewnym momencie Lech Kaczyński spojrzał w okno, po czym odwrócił się do nas i powiedział: "Ja już mam swoje lata i moje pokolenie będzie powoli odchodzić. Ale wtedy, kiedy będzie się to działo, to na was spocznie ciężar prowadzenia dalej polskich spraw". Jak zareagowali Duda i Wypych? - Myśmy się z Pawłem w tamtym momencie zaśmiali i powiedzieliśmy: - Panie prezydencie, kiedy to będzie? - ton ich głosu miał wskazywać, że miną długie lata, nim przyjdzie taki czas. Duda po 5 latach, najpierw jako świeżo namaszczony kandydat na prezydenta w wywiadzie, a potem podczas konwencji, dodawał: - Dwa dni później nie było już pana prezydenta. Nie było także Pawła. Kiedy przypomniałem sobie o tym, kiedy już opadły te największe emocje po 10 kwietnia, to zrozumiałem: nie ma dla mnie innej drogi. Tą drogą ma być walka o prezydenturę i dokończenie misji swojego mistrza. - Kiedy czasem ktoś ze znajomych pyta mnie: "Andrzej, dlaczego zgodziłeś się kandydować na urząd prezydenta RP", to odpowiedź jest następująca - nie krył Duda. "Leszek, ty się nie boisz lecieć tym samolotem?" Aleksander Mróz - przyjaciel Kaczyńskich, filmowiec, sąsiad Marii z Sopotu - w książce "Dama" wspominał swoją ostatnią rozmowę z prezydentem. - Byłem u Leszka w Wielki Czwartek przed Wielkanocą. Pojechaliśmy ze scenarzystą zawieźć pierwsze sceny "Czarnego czwartku", bo pan prezydent miał objąć ten film patronatem. Ok. godz. 13 byłem u niego w gabinecie, rozmawialiśmy chyba z godzinę, przyszła Marylka pożegnać się ze mną. Zapytałem: "Leszek, ty się nie boisz lecieć tym samolotem, przecież był remontowany u Ruskich? Pamiętasz to powiedzenie: Rosjanin cię ugości, upije, nóż w plecy wbije, a nad grobem będzie płakać". Do dziś sądzi, że katastrofa była "zaplanowana". Z kolei Jan Tomaszewski - brat cioteczny braci Kaczyńskich - przypomina, że w przeddzień wylotu do Katynia jechał Trasą Łazienkowską do Jadwigi Kaczyńskiej - do szpitala. I w tym czasie kolumna prezydencka stamtąd wracała. - Minęliśmy się. I to był ten ostatni raz. Potem już był tylko telefon od Jarosława: - "Włóż czarny garnitur, lecimy do Smoleńska". I polecieliśmy. Na lotnisku w Smoleńsku, tak... Leszek leżał na ziemi. Marylki nie było nigdzie i już jej nigdy nie zobaczyłem. J. Kaczyński przekonywał brata, by jechał pociągiem Sam Jarosław wspominał, że jeszcze w czwartek (a katastrofa była w sobotę) spierał się z bratem, aby jechał on pociągiem, a nie samolotem. - To uczucie niepokoju nie było wystarczająco mocne albo zagłuszyło je zmęczenie, tak że nie udało mi się ich powstrzymać. I polecieli - wspominał. Potem była rozmowa telefoniczna, krótka, w której prezes PiS miał mówić bratu o tym, jak czuje się ich matka. Na temat tej rozmowy Lech Wałęsa czyni daleko idące domysły, sądząc, że przyczyniła się ona do katastrofy. Zwyczajne, ale ostatnie zdjęcia Już w czasie lotu, na pokładzie Tu-154M, zostały wykonane zdjęcia. Ostatnie przedstawiające prezydenta. Jedno zrobił przedstawiciel Rodzin Katyńskich - Leszek Solski. Trafiło ono do Polski - zapisane na aparacie fotograficznym - wraz z rzeczami osobistymi tragicznie zmarłego. O udostępnienie tej fotografii ubiegał się Jarosław Kaczyński i jego - były już - pełnomocnik mec. Rafał Rogalski. Wdowa po Solskim nie zgadzała się jednak na przekazanie zdjęcia. "Nieludzkie zachowanie" - komentował Rogalski. Jednak ostatnim zdjęciem jest to zrobione przez kogoś innego. Tuż przed wylotem z Warszawy Wojciech Seweryn robił fotografie na lotnisku w Warszawie. A potem już na pokładzie - 28 minut później. Na tej fotografii widać, jak Lech Kaczyński idzie korytarzem między fotelami. Jednak jej publikacja wzbudziła duże emocje. Wydrukowała je "Gazeta Polska" - na okładce. Wtedy wybuchło zamieszanie. Anna Seweryn-Wójtowicz, córka Wojciecha Seweryna, początkowo ostro zaatakowała redakcję "GP", bo - twierdziła - nikomu nie dawała pozwolenia na publikację. Jednak później spór załagodzono i oświadczyła: - Nigdy nie oskarżyłam "Gazetę Polską" o kradzież tego zdjęcia. Z kolei Marta Kaczyńska opublikowała krótkie oświadczenie. Wskazała, że dzięki opublikowaniu zdjęcia "każdy może zobaczyć, że mamy do czynienia z pewną grą". I oskarżyła media. - Zdjęcia będącego pamiątką używają, by wszystkich tych, którzy negują wersję rządową, uznać za kłamców. Zdjęcie to nosiło w aparacie datę 11 stycznia 2008 r. Wszystko inne jednak wskazuje, że pochodzi z pokładu Tu-154M - z 10 kwietnia 2010 r. Na minuty przed katastrofą.
Książę Filip nie żyje. Te smutne dla całego świata informacje przekazał dziś (9 kwietnia) Pałac Buckingham. - Jego Królewska Wysokość zmarła spokojnie dziś rano w zamku Windsor - czytamy w oficjalnym komunikacie. Uwielbiany przez wszystkich miłośników rodziny królewskiej książę Filip miał 99 lat. Na razie nie ujawniono, co było bezpośrednią przyczyną śmierci męża królowej Elżbiety II. Wiadomo, że książę od dłuższego czasu miał kłopoty ze zdrowiem. Nie żyje książę Filip. Dziś (9 kwietnia) Pałac Buckingham za pośrednictwem mediów społecznościowych przekazał te bardzo przykre informacje. - Z głębokim smutkiem Jej Królewska Mość ogłosiła śmierć swojego ukochanego męża, Jego Królewskiej Wysokości, księcia Filipa, księcia Edynburg. Jego Królewska Wysokość zmarła spokojnie dziś rano w zamku Windsor - podano w oświadczeniu królewskiej rodziny na Twitterze. ZOBACZ: Książę Filip nie żyje. Miał 99 lat CZYTAJ TAKŻE: Książę Filip nie żyje. Jakim był ojcem dla czwórki swoich dzieci? Zaskakujące fakty Nie jest znana przyczyna śmierci, jednak książę Filip od dłuższego czas miał problemy ze zdrowiem. W lutym Pałac Buckingham informował, że mąż królowej Elżbiety II trafił do szpitala. Przyczyną miało być złe samopoczucie, a arystokrata za namową swojego lekarza trafił do szpitala Króla Edwarda VII w Londynie. Miesiąc później (16 marca) książę Filip opuścił specjalistyczną klinikę, gdzie został przewieziony po operacji serca. W dniu, gdy książę Filip opuszczał szpital, fotoreporterzy wyłapali, że monarcha poruszał się na wózku inwalidzkim. To najprawdopodobniej ostatnie zdjęcia męża królowej Elżbiety II, gdyż później książę został przewieziony do zamku w Windsorze i nie pojawiał się publicznie. Na oficjalnych stronach rodziny królewskiej także nie ma żadnych nowych zdjęć księcia Filipa..